Menu

Trochę fantazji w Azji...

W starych klapkach po Świecie:

04-05.06.2012 Bali, Kuta: O tym jak dobrze być milionerem…

misio9

Stało się! W końcu przekroczyłem równik! Kilka razy byłem już dość blisko (Singapur, Borneo), już prawie widziałem tę najdłuższą linię na świecie, ale jednak troszkę zawsze brakowało! Dopiero wczoraj udało mi się to zrobić i przekroczyć równik. Uczucie jest naprawdę nieopisane! Wręcz brakuje słów żeby oddać to co człowiek czuje! I to nie tylko ja, rozmawiałem z kilkoma innymi osobami na lotnisku i wszyscy czuliśmy  dokładnie to samo… czyli nic!:) Wcale nie żartowałem z tym, że brakuje słów, żeby to opisać nic. Bo niby jak? Że nic nie ma - niee to zbyt proste. Nic się nie dzieje – to takie oczywiste. Zero wydawałoby się dobrym określeniem, ale też nie, nie mówi za dużo. Im dłużej się zastanawiam, tym bardziej dochodzę do wniosku, że jest tylko jedna definicja, która oddaje prawdziwą istotę „niczego, szczególnie dla nas Polaków”. Mianowicie, co to jest nic? Nic to pół litra na dwóch!:)

Skoro jesteśmy przy żartach, to żartowałem też, że rozmawiałem z kimś na lotnisku – jedynie z panem, który wbijał mi pieczątkę do paszportu. W ogóle zaobserwowałem jedną ciekawą rzecz. Ludzie się na lotniskach do siebie nie uśmiechają! Naprawdę, ciężko znaleźć kogokolwiek, kto bezinteresownie uśmiechnie się do drugiej osoby… Mam na to pewną teorię, wg mnie bierze się to stąd, że większość podróżnych na lotniskach (mam na myśli Azję, bo obracam się w tych okolicach) to białasy! Szczególnie ludzie z Europy nie mają w zwyczaju uśmiechać się do siebie od tak! Co innego Azjaci, oni chyba mają to w genach. Nie zdziwiłbym się, gdyby chwilę po urodzeniu mały Taj, czy Malaj zamiast płakać, uśmiechnął się promiennie i do tego skinął głową!:) Oczywiście słychać rozmowy, śmiechy, ale to są w głównej mierze większe grupki, które podróżują razem. Dlatego też nie rozmawiałem z nikim na lotnisku. Zresztą głowę miałem zaprzątniętą, czym innym: jak tu się dostać z lotniska do miasta, bo nie kursują żadne autobusy – koniec końców, wziąłem taksówkę, ale ma się rozumieć złapałem ją poza lotniskiem;)

Nie wiedziałem czego się spodziewać, bo nigdy w Indonezji nie byłe, ale myślałem, że w końcu to przecież Azja, więc od jakiegoś czasu normalka. Dlatego nie można się dziwić, gdy widzi się coś takiego:

Witamy w Azji

 Tak też się okazało, z tą różnicą, że najpierw zostałem milionerem i to dosłownie! Po przylocie nie miałem miejscowej waluty, co lepsze nie znałem nawet przelicznika, więc poszedłem do bankomatu i wybrałem jedną z opcji – wypłać milion!!:) Jak się później okazało, milion Rupii to około 100$ więc bez rewelacji, ale satysfakcja pozostaje, bo proszę się przyznać, kto ostatnio miał milion w kieszeni?!;) Tylko, że ze mnie taki milioner, co to w plecaku ma 3 koszulki i na nogach klapki za 12 zł;) Pierwsze co mnie uderzyło na Bali, to niesamowita wręcz ilość skuterów! Matko, tyle chyba nie ma w całym Bangkoku i Singapurze razem wziętych! Naprawdę ogromna ilość.

skutery Kuta

Miałem plan, żeby zaraz po przylocie coś sobie wypożyczyć, ale nie tutaj, dziękuję, postoję!;) Skończyło się na tym, że chodzę i przyzwyczajam się do tego ruchu, jak już z lekka okrzepnę, wtedy nie ma bata! Ruszam skuterem po tym raju na ziemi…

Właśnie „raj na ziemi”, to chyba pierwsza rzecz, która przychodzi człowiekowi na myśl, gdy myśli o Bali. Piękne plaże z białym piaskiem, do tego palmy i ogólnie sielanka… Oj można się rozczarować! Pierwsze wrażenie z taksówki: kurw…a chyba źle przyleciałem, może to jakieś inne Bali, bo rzeczywiście bilety były podejrzanie tanie! Może jestem gdzieś w Chinach, bo wiadomo, że wszystkie podróbki są stamtąd?! Szybko jednak przychodzi otrzeźwienie i przypominam sobie słowa przeczytane gdzieś na forum: Bali jest ok, ale jest też tysiąc innych miejsc w Indonezji, które mają ładniejsze plaże.  Tłum ludzi, mnóstwo skuterów i ogólnie nieciekawa okolica – to były moje pierwsze wrażenie z tej wyspy. Ale muszę brać poprawkę na to, że trafiłem do najbardziej komercyjnej części wyspy! To tutaj lądują wszyscy imprezowicze, miłośnicy magicznych grzybków (zresztą oficjalnie dostępnych do kupienia):

Magiczne Grzybki

Oraz Ci, którzy preferują ogólnie rozumiane życie nocne!:) Są też inne bardziej klimatyczne i uduchowione miejsca na wyspie, ale na to jeszcze przyjdzie czas, to wszystko przede mną , a nawet więcej;) Przyjeżdżając tutaj wiedziałem tyle, że jest tu komercyjnie i że Kuta jest mekką surferów! To wszystko się potwierdziło gdy poszedłem na plażę, bo na tam aż roi się od kolesi jak z reklamy: Opalony, długie, kręcone włosy, w szortach i deska pod pachą. Do tego laski w strojach kąpielowych i pełnym makijażu. Ogólnie prawie jak w Mielnie, lans i pozerka;) O tyle jednak fajnie, że plaża jest naprawdę szeroka (też prawie jak w Mielnie;) i ciągnie się ładne parę kilometrów!

 Kuta Beach

Kuta Beach

Pokręciłem się trochę i akurat zaczynał się zachód słońca. Do tego jeszcze miejscowi kolesie rozstawili bramki i zaczęli grać na plaży. Myślę idealnie, zachód słońca i mecz – to lubię, brakuje tylko magicznej Nestea z wkładką do picia (hehe pozdro Góral;)

 Zachód słońca Kuta Bali

Zachód słońca Kuta Bali

Zachód słońca Kuta Bali

W między czasie szedłem ulicą wzdłuż plaży i tak daleko jak ona się ciągnęła, tak samo daleko po drugiej stronie muru ciągnęło się coś takiego. Co tylko potwierdza to co pisałem wcześniej – żeby nie było, że tutaj jakąś „kreatywną księgowość”, lub co gorsza, propagandę uprawiam;)

skutery Kuta

Jest jedna rzecz, która mnie tutaj (mam na myśli całą Azję ) dosłownie wkurwia! Chodzi o naganiaczy! Zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie sytuację (ciekawe kto tak zrobił? – na pewno nikt! A skąd wiem?! Bo kto potrafi czytać z zamkniętymi oczami?:) jest długa ulica, przy której są same bary i sklepy. Dosłownie przez ścianę i przed każdym z takich przybytków stoi naganiacz, lub sprzedawca, który Cię zaczepia! Nie można przejść spokojnie nawet 10 kroków, bo zaraz „Masage, masage”, „Happy hour Sir”, albo „Welcom to my store friend”, a jak słyszę „Hello My friend” To już mam po prostu wszystkiego dosyć i pozabijałbym ich wszystkich, choć z natury jestem niespotykanie spokojny człowiek:) Wracając jednak do wątku idę sobie ulicą, ktoś mnie próbuje namówić na wejście do knajpy, mówię głośno nie! Za 5 metrów jest następna knajpa i sytuacja się powtarza, głośno i stanowczo NO. I tak idę, idę, ciągle ktoś mnie zaczepia, a że stoi jeden koło drugiego, to na pewno słyszą i zresztą pewnie też widzą moją reakcję, to nie, każdy następny swoje! Czy oni kurwa mać już całkiem ogłupieli?!  Czy myślą, że ja w ciągu 5 sekund, które dzielą mnie od następnego baru zmienię zdanie i akurat tam wejdę wydać całą moją kasę, bo akurat mają happy hour i kupując 3 heinekeny czwartego mam gratis (przecież ja nawet piwa nie piję)?! A potem jeszcze wejdę do sąsiedniego sklepu i wykupię cały zapas podrobionych pasków, zegarków, czy innego chińskiego szajsu! Ludzie zmiłujcie się! Wiem, że oni są w pracy, ale są pewne granice… To jest jedna z takich właśnie ulic:

ulica Kuta

W ogóle kto by się spodziewał dorożek na Bali?! Nikt, a tu właśnie coś takiego, prawie jak na krakowskim rynku:

 Dorozka w Kucie

Jednak ta Kuta nie jest taka zła. Po pierwsze ma bardzo duży wybór noclegów, po drugie wystarczy odejść od głównych ulic i robi się naprawdę inaczej. I właśnie coś takiego mnie interesuje, a nie bary, sklepy i tanie podróbki. Gdybym tego szukał, to pewnie pojechałbym do Mielna, (ale spałbym w Sianowie pensjonat „u Moniki”- haha), a nie jechał na Bali.

Tak też dzisiaj zrobiłem i trafiłem do małej, schowanej na uboczu buddyjskiej świątyni. W ogóle podoba mi się w tej religii i całym obrządku towarzyszącym tej wierze aspekt zachowania w świątyni. U nas w kościele trzeba zachować powagę, modlić się w skupieniu i w ogóle trzeba być stonowanym i bardzo uduchowionym. Tutaj jest o tyle inaczej, że każda świątynia ma dziedziniec, gdzie ludzie spotykają się, rozmawiają, natomiast wewnątrz zachowana jest powaga, ale nie do końca. Dzieciaki latają, śmieją się, dorośli chodzą tam i z powrotem z kadzidłami, oczywiście z nieodłącznym uśmiechem na twarzy. W momencie, w którym się modlą widać skupienie na ich twarzach.

W świątyni buddyjskiej Bali

W świątyni buddyjskiej Bali

W świątyni buddyjskiej Bali

W świątyni buddyjskiej Bali

W świątyni buddyjskiej Bali

W świątyni buddyjskiej Bali

W świątyni buddyjskiej Bali

dzieci w świątyni buddyjskiej, Kuta, Bali

Ale gdy tylko przestają od razu wraca luz i uśmiech, nie muszą wcale opuszczać świątyni, wystarczy, że wyjdą na dziedziniec…

Przed świątynią buddyjską Kuta Bali

W ogóle fajna sprawa, bo wszędzie składa się ofiary, przed sklepami, przed restauracjami, Przed świątyniami, dosłownie wszędzie:

ofiary

ofiary

I w samych świątyniach. Najlepsze jest jednak to, że to wcale nie muszą być kwiaty, to mogą być owoce, napoje, pieniądze, a nawet chipsy. Tak dokładnie, tam jest normalne, że ktoś kto nie ma pieniędzy daje to co ma, nawet chipsy.

ofiary w swiatyni

ofiary w swiatyni

Ciekawe jakby ksiądz u nas zareagował, gdyby w kopercie dostał czekoladę Wedla;)

Poza tym te kadzidełka mają w sobie coś mistycznego, gdy wchodzi się do wnętrza świątyni spowitej dymem, a ponadto wg mnie daje to większą bliskość, namacalność religii. Nie twierdzę powyższymi zdaniami, że Buddyzm jest lepszy, bo nie jestem ani znawcą, ani wyznawcą. Podkreślam jednak rzeczy, który mnie się podobają i które przemawiają do mnie…

Drugim ciekawym miejscem była, jakżeby inaczej: restauracja:) A raczej, jadłodajnia, bo nie prezentowała się zbyt okazale, to fakt:

Jadłodajnia Bali

Jednak to co tam zjadłem było rewelacyjne! Po pierwsze zupa krabowa z kukurydzą i jajkiem – super. Tym bardziej byłem zaskoczony, że z owoców morza lubię krewetki i schabowe;) mimo wszystko postanowiłem spróbować i się nie zawiodłem, wyglądała tak sobie, ale smakowała wybornie:

zupa krabowa:)

Drugie danie, mój standard: smażony makaron z kurczakiem i warzywami. Też super, choć ten smak już bardzo dobrze znam;) Jednak najciekawsze w tym wszystkim było to, że za całość zapłaciłem 7 zł!:) Witaj prawdziwa Indonezjo, taką właśnie chcę Cię poznać;)

Jest też jedna rzecz, która mnie tutaj zaciekawiła. Muszę się bardziej zagłębić w temat i dowiedzieć, skąd są i co oznaczają wszechobecne tutaj smoki. Praktycznie na każdym kroku można znaleźć ich wizerunek i to nie tylko w świątyniach, ale i na ulicy…

Smok na Bali

Smok na Bali

Smok na Bali

Smok na Bali

Na koniec dodam, że po raz pierwszy podczas tej wyprawy mam w końcu jakiś plan!:) Wcześniej był totalny spontan, tzn. wiedziałem, że gdzieś jadę, ale co dalej, tego nikt włącznie ze mną nie wiedział. Teraz jest jednak inaczej, wiem gdzie chcę jechać i co chcę robić. Plany są naprawdę zacne, zatem zapraszam do czytania i wchodzenie na http://wklapkach.blox.pl :) Zdradzę tylko, że będą góry, morze, ryż i mam nadzieję dużo fajnych zdjęć i opowieści…

KONKURS:

Tym razem bez nagród. Czy ktoś wie, co to jest PlayStation? Nie, to wcale nie jest konsola! To jest... pralnia - dowód na to, że dobra nazwa to podstawa:)

Bali's PlayStation

PS

Dziękuję wszystkim za tak liczne odwiedziny mojego skromnego bloga! Naprawdę jestem pod wrażeniem ilości osób, które tu były. Nie będę przytaczał liczb, bo są niewielkie, jednak napiszę tylko, że ilość odwiedzin wzrosła o ponad 400% !:) Jeszcze raz dzięki i proszę o dalsze kolportowanie adresu http://wklapkach.blox.pl

PS 2

Tym razem "konkurs" był bez nagród, jednak przewidziałem niespodziewajki dla autorów najlepszych komentarzy dotyczących bloga. Warto komentować, bo przesyłka z Bali może być bardzo ciekawa;)



Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • seba.indesit

    Michał,nie wiedziałem że masz taki talent w pisaniu :).Cejrowski ( nawet klapek nie ma ) i Wojciechowska mają mocnego konkurenta... Trzymam kciuki za fuchę w TV.

  • Gość: [Pyza] 195.205.221.*

    zainteresowalam sie, ale nie chce do Kuta. Jesli nie do Kuta to gdzie ?

© Trochę fantazji w Azji...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci