Menu

Trochę fantazji w Azji...

W starych klapkach po Świecie:

Jawa, Indonezja 9-13.07.2012: O blaskach i cieniach indonezyjskich autobusów, oraz o fajnych nazwach;)

misio9

Z racji tego, że każdy tekst powinien mieć wstęp, przynajmniej tak mnie kiedyś uczono;) zatem zacznę od tego, że na początku przeproszę, za ostatnie dość częste milczenie! Jednak dość dużo się dzieje i ciężko wygospodarować te kilka godzin. Jednak poczucie obowiązku po jakimś czasie zwycięża i zamiast leżeć na plaży sącząc drinka, siedzę na werandzie i daje się pogryźć komarom!:) Ale czego nie robi się dla wiernych czytelników;))

W sumie poza Kawah Ijen, naszym głównym celem na Jawie było miasto o Yogyakarta, prawda że urocza nazwa?;) Dżogdża, jak mawiają miejscowi znana jest powszechnie z tego, że pośrednio związane są z nią dwie znane osobistości. Jedna w nim mieszkała, a druga. No cóż, druga dopiero się tam wybiera, oczywiście mam tu na myśli siebie;)) Z kolei w młodości pomieszkiwał tam Barack Obama. Oprócz tego w najbliższym sąsiedztwie znajdują się dwa zabytki wpisane na listę dziedzictwa kulturowego Unesco, są to:

Parambanan, następna ciekawa nazwa. Jest to hinduistyczny kompleks świątyń dość podobny do Angkor Wat, jednak na o wiele mniejszą skalę. Co za tym idzie, bilet wstępu powinien być też odpowiednio tańszy, ale co?! Nic z tego! Kosztuje 18$, przy czym zwiedzanie zajmuje maks 2 godziny! Dla porównania jednodniowy wstęp do Angkor to 20$, ale spędzić tam można nawet 3 dni i tak się nie obejrzy wszystkiego      . To jeszcze można wytrzymać, ale gdy przypadkiem trafiliśmy do kasy dla miejscowych, to dopiero był szok! Dla nich bilet to wydatek 3$! Ojj czasem naprawdę ciężko być turystą, ale tylko czasem;) Na początku chcieliśmy odpuścić sobie zwiedzanie, no ale jeśli już byliśmy przy wejściu, szkoda byłoby nie wejść. Tym bardziej, że w najbliższym czasie nie planuję wracać do Jogji, więc nie będzie kiedy nadrobić zaległości. Zdjęcia samego kompleksu można znaleźć bez problemu w sieci, ale fotki ze mną i z Parambananem możecie znaleźć tylko poniżej;) 

 Parambanan, Jawa

Parambanan, Jawa

Parambanan, Jawa

Parambanan, Jawa

Oczywiście na większości z ruin, były znaki, żeby po nich nie chodzić, ale że my weszliśmy lekko z innej strony, to zobaczyliśmy je jakieś 150 zdjęć za późno;)

Natomiast Borubudur (kolejna fajna nazwa;) jest dla odmiany świątynią buddyjską. Nie zmienia to faktu, że bilety dla miejscowych to około 4$, dla turystów…20!:) Na początku chciałem się przebrać za miejscowego, ale ponoć wyglądałem zbyt inteligentnie – żartuję oczywiście;))) Nie było wyjścia, bo jak w przypadku Banana, który znajdował się w granicach miasta, można było dość szybko wrócić do hotelu. To jednak żeby dojechać do Borubudur trzeba jechać około 40 km za miasto. Więc szkoda było czasu poświęconego na dojazd i z ciężkim sercem udaliśmy się do kasy. Tutaj jeszcze jedna uwaga, w obu przypadkach lokalni mają inne kasy biletowe od turystów. W przypadku tych drugich są one klimatyzowane i można za darmo częstować się kawą i herbatą. Czy jednak te warunki są one warte tych kilkunastu dolarów różnicy, naprawdę śmiem wątpić. Wracając jednak do Borubudur, którego główną atrakcją są wielkie betonowe stupy, nazwane przeze mnie na użytek prywatny dzwonkami;) oraz płaskorzeźby umieszczone na ścianach...

Borubudur, Jawa, Indonezja

Borubudur, Jawa, Indonezja

plaskorzezba Borubudur, Jawa, Indonezja

plaskorzezba Borubudur, Jawa, Indonezja

Jednak oprócz nich drugą największą atrakcję tego dnia stanowili…. śmy my:) nie wiem dlaczego, ale naprawdę wielu ludzi chciało zrobić sobie z nami zdjęcie. Dla wszystkich to chyba oczywiste, że to efekt publikacji artykułu o mnie w oławskiej gazecie;)) Nie doceniałem do tej pory siły mediów;))) Tak naprawdę to chodziło o to, że Marta jest blondynką, co w tych rejonach nie jest zbyt często spotykane. Jednak proszę wszystkich, żeby uwierzyli w pierwszą wersję;))

 Borubudur, Jawa, Indonezja

Borubudur, Jawa, Indonezja

Żeby dojechać do Burubudur trzeba było się dostać na terminal, a potem po prostu pytać o konkretny autobus. Wszystko fajnie, gość potwierdza dwa razy, gdy pytam, czy jedzie do świątyni, kiedy po półgodzinnej wycieczce po mieście pytam go po raz trzeci: „Borubudur?” Na co on z rozbrajającym uśmiechem mówi: „No Borubudur!” Przecież w takiej sytuacji ręce opadają! Naprawdę brak słów, nawet jeśli ktoś jest przyzwyczajony do takich akcji, to nie jest się w stanie powstrzymać przed głośnym „Kurwa mać!” Jednak na szczęście zaraz po wyjściu, sam zaczepił nas właściwy kierowca i tym samym po następnej godzinie w busie mogliśmy „zachwycać” się tym zabytkiem…

Przejdę teraz do kolejnej ważnej kwestii dotyczącej Indonezji, mianowicie transportu. Z racji tego, że jest to naprawdę ogromny kraj (niech o tym świadczy, że na samej Jawie mieszka ponad 100 milionów ludzi;) odległości między miastami są dość znaczne. Na szczęście między największymi jeżdżą regularne autobusy dla lokalnej ludności – dużo tańsze niż turystyczne, ale jak się zaraz okaże, o troszkę innym standardzie!;)

Pierwsza różnica polega na tym, że w jednym rzędzie znajduje się aż 5 siedzeń, trzy z prawej i dwa z lewej.

autobus Indonezja

Oczywiście nie ma też miejsca na nogi, bo po co, przecież jeśli bolą, znaczy że są;) Oprócz tego, gdyby takim autobusem w Polsce dzieci miałyby jechać na kolonię i gdyby ktoś z rodziców zadzwonił na policję, żeby sprawdzili autokar przed wyjazdem, to… chyba nie byłoby rzeczy do której by się nie przyczepili;) Mam kilka dowodów na potwierdzenie tej tezy.

autobus Indonezja

autobus Indonezja 

Pomijając stan techniczny wyobraźcie sobie jeszcze sytuację, że w środku jest 13 rzędów, po 5 osób w każdym. Co daje 65 osób! Już to robi wrażenie, ale dodajcie do tego jeszcze ze 30 osób stojących w przejściu między rzędami. Daje to prawie 90 osób w autobusie, który dla przypomnienia wygląda w środku tak;)

autobus Indonezja

Jednak, to jeszcze nie koniec równania, bo należy do tego dodać… różnej maści muzykantów! Dokładnie, grajków, muzykantów, piosenkarzy i czego jakby ich nie próbować nazwać! Wygląda to w ten sposób, że taki jegomość zatrzymuje autobus, wsiada, przeciska się na środek i zaczyna koncert! Przeważnie są to 2-3 piosenki i zaczyna chodzić między ludźmi z kapeluszem! Oczywiście większość płaci jakimiś drobniakami, my zresztą na początku zrobiliśmy to samo. Jednak uwierzcie, że w takich warunkach, przy takim tłoku, upale, braku miejsca na nogi, naprawdę wszystko potrafi człowieka wyprowadzić z równowagi! Tym bardziej kolejny grajek, który z pretensją w głosie domaga się od nas kasy! Podczas naszej 10 godzinnej podróży skończyłem liczyć na 7 „artyście” z kolei, a było ich potem jeszcze kilku. W tym kilka zespołów (max 4 osoby;)

grajek w autobusie, Indonezja

grajek w autobusie, Indonezja

grajek w autobusie, Indonezja

grajek w autobusie, Indonezja

Na koniec żeby poczuć się jak w indonezyjskim autobusie proponuję mały eksperyment: Znajdźcie niewielką szklarnię, zaproście do niej około 90 osób, do środka wstawcie dymiący generator prądu, tak żeby intensywnie czuć było spaliny! do tego niech 30 osób z tego grona zacznie jeszcze równocześnie palić i co chwilę niech zaczyna śpiewać ktoś, kto kompletnie tego nie potrafi! Brzmi i wygląda ciekawie, zapewne, ale tylko przez pierwszą godzinę, a jeśli macie tam spędzić jeszcze 9, to wcale nie jest fajne!

To jednak nie jest koniec przygód, bo w momencie kiedy lekko się przerzedziło, gość który siedział sam obok nas (my zajmowaliśmy 2 miejsca po lewej stronie), a od którego dzieliło mnie tylko przejście i dwa wolne siedzenia zaczął… sikać na podłogę! Dosłownie sikać, sikać w autobusie w miejsce, gdzie normalnie trzyma się nogi! Naprawdę wszystkiego bym się spodziewał, nawet tego, że David Hsselhoff dostanie Oskara, ale nie że ktoś będzie sikał w autobusie na podłogę! Czegoś podobnego jeszcze nigdy nie przeżyłem… Gość był oczywiście niewzruszony, bo chwilę potem zapalił papierosa, z którego niedopałem oczywiście jak wszyscy inni rzucił też na podłogę… Potem jak gdyby nigdy nic obok usiadły dwie kobiety, a mój współpasażer wyjął komórkę i miał ochotę posłuchać sobie muzyki. Niby spoko, już mi nie powinien przeszkadzać, ale on nie miał słuchawek i włączył to wszystko na głośnik i to na full! Tego było mi już naprawdę dosyć, nie wytrzymałem i zacząłem głośno kląć na czym stoi!

To jeszcze nie koniec przygód autobusowych, bo po wejściu do pierwszego autobusu powiedziano  nam, że do Surabai (miejsca, gdzie musieliśmy się przesiąść) będziemy jechać 6 godzin, a potem jeszcze następne 6 do Yogyi. Wyszło jak zwykle, czyli do Surabai jechaliśmy  10 godzin (dla informacji to tylko 280 km;), natomiast do Jogji prawie 9! Na miejscu w hotelu byliśmy o godzinie 5:20. Bez komentarza…

Na koniec dodam tylko, że jesteśmy w Malezji, gdzie autobus bierze na pokład tylko tyle osób, ile jest miejsc, nikogo więcej, czyli raptem 28 osób…

 

WITAJCIE W AZJI

Zdjęcie wykonane na parkingu przed Parambananem, miejscowy „szaman” „stawiał bańki” na trawniku  jakiemuś nieszczęśnikowi…

stawianie baniek w Parambanan

WITAJCIE W AZJI 2

Czy komuś nazwa, i asortyment coś przypomina?

podróbka CFC w Yogyakarcie

PS

Dostałem informacje, że do niektórych osób, nie dotarły wysłane nagrody w Końkursach! Jeżeli kogoś spotkała taka sytuacja, proszę o info. Postaramy się to jakoś załatwić!

PS 2

Tym razem trochę prywaty: dla tych, którzy tego jeszcze nie zrobili, proszę kliknąć w ten link: http://www.facebook.com/photo.php?fbid=443064969059835&set=a.442740749092257.105754.177603882272613&type=3&theater

pojawi się tam zdjęcie, które bardzo proszę polubić, dzięki temu może wygram książkę;))

Dość prywaty, teraz pora na konkrety, zatem zapraszam na...

KOŃKURS

Zgodnie z ostatnio złożoną obietnicą, ogłaszam końkurs, w którym nagroda będzie jedyna w swoim rodzaju, unikatowa i wyjątkowa!:) Z racji tego pytanie nie może być proste!

Proszę odpowiedzi mailowe wysyłać na adres: misio9MAŁPAgazeta.pl

Pytanie brzmi:

Dlaczego Barack Obama mieszkał w Yogyakarcie?

 



Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • Gość *.centertel.pl

    Mama mu kazała to musiał,był niepełnoletni a w prezencie dostał nianię lub niania - jak kto woli "transwestytę" :) Ot taki bujne dzieciństwo

  • Gość *.centertel.pl

    Pisałem to Ja -SLE- i do Dżakarty nie jadę.

© Trochę fantazji w Azji...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci